Menu
  • ventana_r

  • opowieść satyryczna

    Moje zmagania z rośliną sztuczną – opowieść satyryczna

    Zepsuła mi się latarka. Nie mogę narzekać. Działała całe 3 miesiące. To całkiem długo jak na nową latarkę. Poszedłem więc do sklepu popularnej sieci handlowej, by nabyć drogą kupna coś w rewelacyjnie niskiej cenie. Dawno już nie byłem w sklepie tej sieci, więc pomyślałem, że zobaczę, co tam mają nowego na składzie. Zbliża się Boże Narodzenie. Może znajdę jakieś prezenty: szmaciane półki albo kartonowe stojaki pod kowadła.

    Już przy wejściu moją uwagę przykuł produkt wyglądający jak choinka. Przedmiot nosił nazwę: “roślina sztuczna”. Obok leżały malowane w tęczę kule na sznurkach nazwane elementami ozdobnymi na roślinę sztuczną. Pani z obsługi wyjaśniła mi, że są to akcesoria na grudniowe święto zimowe.

    “Rany! – pomyślałem – to Pierwszego Maja jest teraz w grudniu?”

    Ponieważ kobieta z obsługi postanowiła skorzystać z mojej chwilowej zadumy i zniknąć, zawołałem:

    – Proszę pani…!

    Jednak snute przez mnie plany uzyskania informacji na temat lokalizacji latarek zostały niemal zniweczone świętym oburzeniem pracownicy.

    – Proszę nie mówić do mnie “proszę pani” – powiedziała podirytowana – To narzuca mi rolę społeczną związaną z płcią i stanowi gwałt na moim prawie do swobodnej samorealizacji.

    – To jak mam mówić? – Zapytałem zaskoczony.

    – Zwierzę człekokształtne o imieniu zakończonym samogłoską – wyjaśniła sprzedawczyni.

    – Ale dlaczego “zwierzę człekokształtne”?

    – Odkąd naukowcy odkryli, że małpy człekokształtne pozytywnie przechodzą test lustra, co oznacza, że posiadają samoświadomość, używanie słów wyróżniających człowieka uznano za przejaw dyskryminacji małp i objaw faszystowskiego antropocentryzmu – wyjaśniła pani z miną noblisty niosącego kaganek oświaty ciemniakom.

    – Tak – zgodziłem się z nader rzeczową argumentacją – ale ja chciałbym, kupić latarkę.

    Pani z obsługi zdziwiła się.

    – Nie ma czegoś takiego jak latarka. – powiedziała z ogromnym wysiłkiem intelektualnym malującym się na obliczu.

    – W państwie, w którym powstała wasza sieć sklepów nie znają latarek? – Odpowiedziałem już nieco zirytowany.

    – Nie używamy u nas słowa “państwo” – wyrecytowała pani z obsługi – ponieważ niesie ono ze sobą element faszystowskiego nacjonalizmu. Mówimy: “teren otoczony obszarami współpracy transgranicznej”. Nie używamy też słowa “sieć”, tylko “szczęśliwa rodzina”. Natomiast słowo “sklep” zastąpione zostało nazwą “strefa odpowiedzialnych zakupów”. Zmiany te już wkrótce ma zatwierdzić Komitet Centralny KPUE i będą obowiązywać w całej Wspólnocie. Widzę, że pan z tych opornych – dodała po namyśle – Zawołam zwierzę człekokształtne odpowiedzialne za kontakty z ciemnogrodem.

    Po chwili pojawiło się zwierze człekokształtne o imieniu Ignacy, straszny pasztet a do tego z brodą.

    – W jaki sposób możemy z radością i w atrakcyjnej cenie wyjść naprzeciw potrzebom? – zapytało zwierzę człekokształtne o imieniu zakończonym samogłoską.

    – Chciałbym kupić latarkę?

    – Nie używamy słowa “latarka” – wyjaśniło zwierzę – Używanie rodzaju żeńskiego w stosunku do przedmiotów jest przejawem męskiego szowinizmu i uprzedmiatawiania osobników innych płci.

    – To ile płci się uprzedmiatawia? – zapytałem już coraz bardziej zirytowany.

    – Spośród 34 562 345 płci wyodrębnionych przez Komitet Centralny KPUE słowo “latarka” uprzedmiatawia 34 562 323.

    – To jak się teraz mówi na latarkę?

    – Przedmiot przenośny emitujący światło.

    Ponieważ nie miałem ochoty na dalszą dyskusję, zapytałem tylko o lokalizację przedmiotu przenośnego emitującego światło.

    – Na dziale z przedmiotami emitującymi światło, obszar między regałami nr 45 i 46 na prawo… Oj! Przepraszam. W lewo odwrotnie – wyjaśniło zwierzę człekokształtne i zostawiło mnie w ciężkim szoku.

    Coraz bardziej denerwował mnie całkowity brak ochrony praw łysych w szczęśliwiej rodzinie. Do głowy przyszło mi nawet hasło: “Łysy szczególnym dobrem…” No właśnie. Czego? Natłok nowomowy sprawił, że z mojego umysłu zaczęły powoli znikać podstawowe pojęcia.

    Przed wejściem do działu z przedmiotami emitującymi światło musiałem podpisać oświadczenie następującej treści: “Ja niżej podpisany potwierdzam, że zostałem poinformowany o wpływie emisji światła na zwiększenie stężenia CO2 w atmosferze i zobowiązuję się zakupić jak najwięcej przedmiotów emitujących światło, ale ich potem nie włanczać

    Zwierzę z obsługi wyjaśniło mi, że używanie słowa “włączać” zostało zabronione ze względu na ochronę godności śpiących na lekcjach języka terenu wokół Warszawy otoczonego obszarami współpracy transgranicznej.

    Wejście na dział wymagało podpisania tylko jednego oświadczenia, więc mogłem przystąpić do zakupów. (Zakup rośliny sztucznej wymaga całego szeregu podpisów, w tym oświadczenia o niecytowaniu w Internecie starożytnych traktatów religijnych.)

    Zacząłem bezskutecznie szukać latarek. Niestety – jak mi wyjaśniono – przedmioty przenośne emitujące światło dostępne były procesie wychodzenia z radością i w atrakcyjnej cenie naprzeciw potrzebom tylko w kolorze białym. W związku z tym wycofano je z procesu wychodzenia z radością i w atrakcyjnej cenie naprzeciw potrzebom, gdyż użycie tego koloru uznano za przejaw rasizmu. Szczęśliwa rodzina wprowadza teraz przedmioty przenośne emitujące światło w kolorze czarnym, ale trwają dyskusje, czy nie stanowi to uprzedmiatawiania osób, których akceptowalna nazwa jest dopiero ustalana. Również nie wiadomo, czy nazywanie koloru czarnym nie narusza czyjejś godności.

    Obudziłem się zlany potem.

    “Rany! – pomyślałem – W życiu nie pójdę do strefy odpowiedzialnych zakupów”.

    Autor – Wojciech Ostrowski

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Wszystkie prawa zastrzezone | All rights reserved Ambassador 2020