Titanic nie zatonął – najdziwniejsze teorie spiskowe

Tragedia, która rozegrała się na Atlantyku w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku jest ciągle przedmiotem spekulacji badaczy. Mimo że od katastrofy minęło ponad 100 lat, stanowi ona popularny temat dla mediów, a dzięki kilku znanym filmom weszła do kultury masowej. Nic więc dziwnego, że twórcy teorii spiskowych również próbują wykorzystać ją do zdobycia popularności. Jedna z teorii mówi, że Titanic nie zatonął. Czy rzeczywiście jest ona aż tak absurdalna, jak się wydaje i czy takie teorie mają wartość poznawczą?

Można zaryzykować twierdzenie, że teorie spiskowe mają wartość poznawczą. Opierają się one bowiem na faktach uznanych za nieistotne przez twórców tzw. oficjalnych czy naukowych wyjaśnień. Oczywiście, niekiedy „fakty”, na które powołują się twórcy teorii spiskowych, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, dlatego należy weryfikować ich prawdziwość w innych źródłach.

Trzeba tu podkreślić, że każde zdarzenie wiąże się z zaistnieniem mnóstwa okoliczności. Prezentacja ich wszystkich wymagałaby stworzenia wielotomowego dzieła, które znudziłoby czytelnika już po kilkunastu stronach lektury. Dlatego, opisując dane zdarzenie, autorzy skupiają się jedynie na faktach „istotnych”. W praktyce oznacza to, że opisują jedynie te, które służą udowodnieniu danej teorii.

Dla twórców teorii spiskowych „istotne” są fakty inne, niż dla twórców oficjalnych, lub naukowych wyjaśnień. Niekiedy twórcy teorii spiskowych przyczyniają się do zmiany oficjalnej wersji, zazwyczaj jednak ich konkluzje są kompletnie absurdalne. Dlatego w teoriach spiskowych konkluzja nie jest najważniejsza, najbardziej interesujące są fakty, na które powołują się ich twórcy.

Przykładem ilustrującym powyższą tezę jest teoria, która mówi, że Titanic nie zatonął. Sama w sobie jest ona raczej mało prawdopodobna, choć po przeczytani tego tekstu czytelnik może zmienić zdanie. Istotne są fakty, które doprowadziły do jej powstania. Rzucają one nowe światło na tragedię i mogą przyczynić się do zmiany narzucanej przez media wersji wydarzeń.

Dezinformacja związana z katastrofą i nieprawdziwe informacje funkcjonujące w mediach

Titanic nie zatonąłTwórcy teorii spiskowej zauważają, że wiele „faktów” podawanych w mediach a nawet opracowaniach popularnonaukowych poświęconych katastrofie zostało zmyślonych. Stanowi to dla nich dowód potwierdzający tezę, że doniesienia o katastrofie miały ukryć prawdę na temat wydarzenia. Zdaniem twórców teorii spiskowej katastrofa na Atlantyku stanowiła element największego w historii oszustwa ubezpieczeniowego.

Już samo stwierdzenie: „Titanic był największym statkiem świata”, bardzo powszechne w mediach stanowi element dezinformacji. Po pierwsze, często używa się go w taki sposób, że można odnieść wrażenie, jakoby Titanic był największym statkiem stworzonym kiedykolwiek przez człowieka.

Tymczasem większy statek zarejestrowano już w niespełna rok po zatonięciu Titanica. Należy tu podkreślić słowo „zarejestrowano” użyte zamiast „zbudowano”. Statek ten był bowiem mniejszy od Titanica, a później „urósł”. Odgrywa on kluczową role w prezentowanej teorii spiskowej, więc jeszcze zostanie wspomniany. Przed wybuchem I wojny światowej powstały jeszcze dwa największe statki świata. Były to niemieckie transatlantyki SS Imperator (czerwiec 1913 rok) oraz SS Vaterland (maj 1914 rok). Nie mówimy tu o współczesnych statkach kilkukrotnie większych od Titanica.

Jak widać, Titanic pozostałby jednym z wielu ówczesnych największych ruchomych obiektów stworzonych przez człowieka, o których mało kto dziś pamięta, gdyby nie zatonął.

Drugą dezinformację związaną z wielkością statku stanowi stwierdzenie o jego porażających rozmiarach. Jest to prawie prawda. „Prawie” czyni jednak różnicę. Mówimy o okresie zwanym złotą erą transatlantyków. Na przełomie XIX i XX wieku niemal każdego roku wchodził do służby największy statek świata.

W porównaniu z większością ówczesnych statków Titanic miał imponujące rozmiary. Często porównuje się go do innych ówczesnych gigantów: Mauretanii i Lusitanii, które weszły do służby w 1907 roku. W swoim czasie były to największe, najszybsze i najbardziej luksusowe transatlantyki, tak wielkie, że przez całe 4 lata nikomu nie udało się zbudować większych. Konkurencja jednak nie śpi.

Często podkreśla się, że Titanic był o 30 metrów dłuższy od Mauretanii. Jednak w tych opowieściach pomijany jest inny statek, co wiedzie do kolejnej dezinformacji: „Titanic był sławny”.

Titanic nie był sławny

Największy statek świata, prawdziwy gigant, który onieśmielał swoimi rozmiarami, musiał być oczywiście sławny. Nie jest to prawdą, Titanic stał się sławny dopiero po swoim zatonięciu. Wtedy też spopularyzowano twierdzenie o jego niezatapialności. Titanic nie był sławny, ponieważ był drugim statkiem z serii.

Na przełomie XIX i XX wieku rozwój technologii, zwiększająca się zamożność Zachodu, a przede wszystkim liberalne prawo imigracyjne w USA sprawiły, że transport ludzi przez Północny Atlantyk stał się prawdziwą żyłą złota. Kiedy wprowadzono w 1838 roku na ten szlak pierwsze statki parowe, okazało się, że im większy parowiec, tym niższy jest koszt przewozu jednego pasażera. Istniała więc presja ekonomiczna do budowy coraz większych statków. Tę koniunkturę zakończyła I wojnie światowej. Wtedy Europa zaczęła zmagać się z kolejnymi kryzysami, a Stany Zjednoczone zaostrzyły prawo imigracyjne.

Na początku XX wieku o dominację w przewozach przez Północny Atlantyk walczyły 3 podmioty: Wielka Brytania, Niemcy i jeden bogaty Amerykanin. Człowiek ten dysponował takimi środkami i ambicjami, by rzucić wyzwanie największym potęgom morskim świata. Wielka Brytania natomiast zaczęła przegrywać konkurencję z Niemcami. Budowa wielkich transatlantyków stale się narzędziem tworzenia prestiżu armatora. Dodatkowo wierzono, że można je użyć podczas ewentualnej wojny.

Kiedy więc linia Cunard wprowadziła do służby Mauretanię i Lusitanię, konkurencyjna linia White Star postanowiła zbudować nie 2, ale 3 największe, najbardziej luksusowe i najbardziej bezpieczne statki świata. Tak powstała seria statków typu Olympic (Olympic, Titanic i Britannic). Pierwszy statek tego typu powstał w 1911 roku. Ostatniego nigdy nie ukończono. Nieukończony Britannic został skonfiskowany przez marynarkę wojenną podczas I wojny światowej i pływał jako statek szpitalny. Zatonął najprawdopodobniej po wejściu na minę w czasie rejsu przez Morze Śródziemne.

Statki typu Olympic miały znokautować konkurencję swoimi rozmiarami i oferowanym luksusem. Jednak to pierwszy statek z serii był sławny. To jego rozmiary i luksus szokowały współczesnych.

Identyczne statki

Budowa trzech największych statków świata związana była z gigantycznymi kosztami. Tymczasem armator zmagał się już z ogromnym zadłużeniem. Należało więc szukać oszczędności. Jednym ze sposobów było użycie tego samego projektu do budowy wszystkich trzech jednostek. Wszystkie 3 jednostki typu Olympic miały być prawie identyczne. Dotyczyło to zarówno wyglądu zewnętrznego jak i wystroju wnętrz.

Pierwszy z serii transatlantyków zdobył ogromną sławę. Podczas swoich rejsów był wielokrotnie fotografowany i filmowany. Kiedy więc armator wprowadził do służby Titanica, w kampanii reklamowej używano zdjęć wykonanych jego bliźniakowi. Po katastrofie wzrosło zapotrzebowanie na zdjęcia i filmy. Ponieważ statki typu Olympic były prawie identyczne, zaczęto wykorzystywać obrazy przedstawiające starszego bliźniaka. Skutkiem tego najbardziej dziś znane wizerunki Titanica przedstawiają inny statek.

Jak jednak, mając jeden projekt, zbudować 3 statki, z których kolejny będzie większy od poprzedniego? Użyto prostego triku. O wielkości statku decyduje tonaż, a ten oblicza się używając zsumowanej objętości wszystkich pomieszczeń na jednostce. Wystarczyło więc zabudować część pokładu i stworzyć dodatkowe pomieszczenia. Po zatonięciu Titanica podobną operację przeprowadzono na Olympicu. Dzięki temu statek ten „urósł” i dwukrotnie w swej karierze był największą jednostką na świecie.

Afera z uratowanym właścicielem Titanica – czy ktoś manipulował prasą?

Zupełną nieprawdą jest informacja mówiąca, że na statku podczas dziewiczego rejsu płynął jego właściciel. Faktycznie właściciel Titanica nie znalazł się na pokładzie, choć miał zarezerwowany bilet. Płynął nim natomiast człowiek nazwiskiem Joseph Bruce Ismay. Zazwyczaj przedstawiany jest on jako właściciel jednostki bądź prezes linii White Star. Faktycznie, był on prezesem linii, jednak media zapominają, że pełnił też znacznie ważniejszą funkcję, był prezesem trustu International Mercantile Marine (IMM).

W 1902 kontrolę nad linią White Star przejął amerykański finansista John Pierpont Morgan znany też jako J. P. Morgan. Stała się ona przez to częścią trustu  IMM, a w ramach umowy jej dawny właściciel Joseph Bruce Ismay został prezesem IMM zachowując jednocześnie kierownicze stanowisko w White Star. Utrzymanie odrębności brytyjskiej linii stanowiło element strategii marketingowej. IMM rozwijał się poprzez przejmowanie kontroli nad mniejszymi podmiotami, które formalnie ciągle stanowiły odrębne firmy. W ten sposób unikano skutków przepisów antytrustowych.

Utworzenie trustu IMM stanowiło realizację koncepcji J. P. Morgana przejęcia kontroli nad przewozami oceanicznymi na Północnym Atlantyku. Faktycznym właścicielem Titanica był właśnie on.

W filmie „Titanic” z 1997 roku w reżyserii Jamesa Camerona Joseph Bruce Ismay przedstawiony został jako wredny, wąsaty facet, którego sfrustrowana nastolatka „gasi” teorią Zygmunta Freuda. Ismay namawia też w filmie kapitana, by płynął z pełna prędkością mimo ostrzeżeń o górach lodowych.

Negatywna opinia o prezesie linii wynika z afery, którą żyła prasa po zatonięciu statku. Gazety zarzucały mu, że uciekł z Titanica, pozostawiając na pewną śmierć większość pasażerów w tym kobiety i dzieci. Przez wiele lat funkcjonowała też nieprawdziwa opowieść o rzekomej walce załogi o Błękitną Wstęgę Atlantyku, nagrodę przyznawaną statkowi, który pokona Atlantyk w najkrótszym czasie. Rywalizacja miała stanowić przyczynę nacisków na kapitana, by płynął z pełną prędkością. Ta absurdalna historia znikła z mediów wiele lat temu.

Historie powyższe wymagają przyjrzenia się, ponieważ zdaniem twórców teorii spiskowej dowodzą one, że celowo wprowadzano w błąd opinię publiczną dla ukrycia prawdy o katastrofie.

Titanic nie miał szans na zdobycie Błękitnej Wstęgi Atlantyku, ponieważ największe statki linia Cunard były znacznie szybsze od niego. Zbudowano je bowiem z myślą o użyciu przez marynarkę wojenną, więc musiały spełniać wymogi dotyczące prędkości. Jednym z efektów stosowania wymogów marynarki było użycie do napędu turbin parowych w miejsce maszyny parowej. Ustanowiony przez Mauretanię rekord prędkości w rejsie przez Atlantyk nie został pobity przez kolejne 20 lat.

Titanic nie płynął nawet ze swoją maksymalną prędkością, ponieważ nie działała część jego kotłów. Utrzymywanie pełnej prędkości mimo ostrzeżeń o górach lodowych było natomiast normalną praktyką przy dobrej pogodzie. Pytanie nie brzmi więc: dlaczego Titanic płynął z pełną prędkością, ale dlaczego nie ominął góry mimo dobrej pogody? Na ten temat stworzono już mnóstwo teorii.

W sprawie rzekomej ucieczki prezesa linii brytyjscy śledczy stwierdzili, że Ismay pomagał pasażerom dostać się do łodzi ratunkowej. Sam natomiast wsiadł do niej, gdy wokół nie było już innych osób. To stwierdzenie stało się inspiracją dla teorii próbujących wyjaśnić, dlaczego prasa wykreowała aferę z ucieczką. Jedna z teorii wspomina o konflikcie z amerykańskim magnatem prasowym Williamem Randolphem Hearstem, który postanowił zrujnować wizerunek swojego wroga.

Dla twórców teorii mówiącej, że Titanic nie zatonął, afera z ucieczką miała odwrócić uwagę prasy od procesu, który toczył się w sprawie zatonięcia statku. Zdaniem wyznawców teorii spiskowej prasa przestała interesować się procesem, koncentrując uwagę na aferze. Dzięki temu udało się ukryć przed opinią publiczną wiele niewygodnych faktów. Zamiast rzetelnej informacji czytelnicy otrzymali mity, jak opowieść o wielkiej wyrwie w statku.

Pechowa inwestycja

W zamyśle pomysłodawców budowa statków typu Olympic miała zwiększyć prestiż przewoźnika i przyczynić się do zwiększenia jego pozycji na rynku. Zamiast tego całe przedsięwzięcie okazało się katastrofą. Z trzech jednostek tylko Olympic doczekał zezłomowania. Ale i on nie miał łatwego startu. W ciągu pierwszego roku służby doszło do trzech poważnych wypadków, a statek ocalał jedynie dzięki posiadanym przegrodom wodoszczelnym.

Linia White Star, by przyśpieszyć naprawy, używała do niech części z budowanego ciągle Titanica. Między innymi przeniesiono śrubę wał napędowy śruby i dużą część poszycia kadłuba.

Zdaniem twórców teorii spiskowej, najgorszym wypadkiem było zderzenie Olympica z krążownikiem Hawke. Okręt wciągnięty przez prąd wbił się dziobem w burtę transatlantyku, wybijając w nim dziurę wysokości kilku pięter. Wypadek miał fatalne skutki dla finansów linii. Ponieważ sąd uznał winę załogi Olympica, właściciel musiał pokryć koszty procesu i nie otrzymał odszkodowania. Naprawę sfinansowano więc z własnych środków.

Twórcy teorii spiskowej, twierdzą, że w wyniku kolizji wypaczony został kil statku, w wyniku czego Olympic miał tendencję do przechyłu na lewą burtę. Zachowanie takie zauważył również jeden z pasażerów Titanica. Naprawa wymagałaby ogromnych kosztów, a bez niej statek mógłby nie zaliczyć badania technicznego.

Wykorzystywanie części Titanica przy naprawach bliźniaczej jednostki spowodowało znacznie opóźnienie jego dziewiczego rejsu. Ale problemy nie skończyły się wraz z ukończeniem statku. Pierwszej podróży groziło kolejne opóźnienie, tym razem związane ze strajkiem górników. Na rynku zaczęło brakować węgla i wiele linii musiało unieruchomić swoje statki. Zarząd White Star był jednak zdeterminowany, by nie dopuścić do kolejnego przesunięcia terminu. Odwołano kilka rejsów linii, a węglem przeznaczonym dla innych jednostek załadowano Titanica.

Titanic nie zatonął czyli „szatański” plan armatora

Przed wypłynięciem Titanica w dziewiczy rejs miało miejsce kilka dziwnych zdarzeń, które wzbudzają podejrzenia twórców teorii spiskowej. Palacze, którzy płynęli ze stoczni w Belfaście do portu w Southampton odmówili udziału w dalszym rejsie. Ponieważ ze względu na strajk górników masowo odwoływano rejsy, odmowa oznaczała dla nich bezrobocie.

Twórcy teorii spiskowej twierdzą, że palacze zdawali sobie sprawę, że zarząd linii knuje podstęp. Jednak innym wytłumaczeniem decyzji może być pożar na statku. Pożar wybuchł podczas załadunku węgla w jednym ze składów kotłowni nr 5. Nie udało się go ugasić, więc znaleziono inne rozwiązanie, podczas rejsu palacze mieli w pierwszej kolejności opróżnić płonący skład i w ten sposób opanować ogień.

Jedna z teorii spiskowych mówi, że to pożar składu węgla a nie zderzenie z górą lodową był przyczyną ogromnej liczby ofiar na statku. Składy kotłowni nr 5 i 6 rozdzielała przegroda wodoszczelna. Kiedy w dniu poprzedzającym katastrofę usunięto wreszcie płonący węgiel, okazało się, że przegroda jest rozgrzana do czerwoności i wygięta.

Zdaniem twórców teorii o pożarze przez pierwsze 2 godziny po zderzeniu wydawało się, że Titanic dotrwa na powierzchni do czasu przybycia pomocy. Tym tłumaczona jest powolna ewakuacja i niechęć pasażerów do opuszczania statku, łodzie ratunkowe miały tylko przewieźć rozbitków na inny statek. Jednak w pewnym momencie doszło do bardzo gwałtownego i do dziś niewyjaśnionego zalewania kotłowni nr 5, co znacznie przyśpieszyło zanurzanie się. Przyczyną mogło być pęknięcie osłabionej przez pożar przegrody wodoszczelnej.

Twórcy teorii, że Titanic nie zatonął twierdzą natomiast, że pożar mógł być wywołany celowo. Mówią jeszcze o innych niewyjaśnionych zdarzeniach. Titanic zabrał 1317 pasażerów, chociaż mógł pomieścić ich 2435. Oznacza to, że pozostało ponad tysiąc sto wonnych miejsc. Wydaje się to dziwne w sytuacji, gdy wiele rejsów odwoływano, a chętni na podróż do Ameryki mieli trudności z zakupem biletów.

Zdaniem twórców teorii spiskowej, linia White Star miała celowo ograniczać liczbę osób na statku. Pasażerom drugiej klasy odwoływanych przez siebie rejsów proponowała trzecią klasę na Titanicu. Ostatecznie w drugiej klasie zajęto tylko 284 z 614 miejsc. Dodatkowo przed rejsem pięćdziesięciu pasażerów pierwszej klasy odwołało rezerwacje.

W spisek miał być wplątany również kapitan statku Californian Stanley Lord. Chodzi o jednostkę należącą do innej linii kontrolowanej przez IMM, a znajdującą się najbliżej tonącego Titanica. Lord oskarżony został później o nieudzielenie pomocy rozbitkom.

Californian wypłynął z Liverpoolu 5 kwietnia 1912 roku, a następnie zatrzymał się z powodu zagrożenia powodowanego przez góry lodowe blisko miejsca, gdzie później zatonął Titanic. Dla twórców teorii spiskowej zatrzymanie było podejrzane, ponieważ kapitanowie innych jednostek nie podjęli podobnych decyzji. Choć statek posiadał 50 miejsc w kabinach pasażerskich a odwołano wiele rejsów, zabrał on tylko ładunek.

Zdaniem twórców teorii spiskowej Titanic i Olympic zostały zamienione. Dowodem ma być zdjęcie przedstawiające stojący przy nabrzeżu portowym statek z napisem Titanic na burcie. Jednak analiza szczegółów pokazuje, że był to jego bliźniak.

Chodziło o wyłudzenie odszkodowania. Ponieważ Olympic był poważnie uszkodzony, linia White Star postanowiła go przemianować i zatopić. Californian zatrzymał się w umówionym miejscu, by podjąć pasażerów. Z jakiegoś jednak powodu operacja się nie udała. Jedno z wyjaśnień mówi, że załoga Titanica źle obliczyła pozycję. Wrak odnaleziono bowiem o 12 mil na południe.

Zamiana statków nie była niemożliwa. Większość sprzętów oznaczono logiem linii White Star. Wystarczyło wiec przenieść szalupy i kamizelki ratunkowe. Obie jednostki były prawie identyczne, a większość publikowanych zdjęć Titanica została wykonana na jednostce bliźniaczej

Czy to możliwe, że Titanic nie zatonął?

Zamiana statków nie mogła zostać niezauważona. Nawet jeśli media o niej nie pisały, krążyłyby różne plotki. I rzeczywiście plotki takie pojawiły się w Belfaście. Kilkanaście lat temu telewizja BBC wyemitowała film, w którym potomkowie stoczniowców opowiadali podobną historię, zasłyszaną od swoich dziadków i ojców. W filmie uznano ją jednak za legendę miejską.

Ostateczną odpowiedź miało przynieść wydobycie fragmentów kadłuba Titanica. Znaleziono na nich jednak właściwe oznaczenie numeryczne. Mimo tego twórcy teorii spiskowej nie składają broni. Podkreślają oni, że fragmenty pochodzą z rufy statku. W przeciwieństwie do dziobu, została ona rozerwana podczas opadania na dno, dlatego łatwo wydobyć jej fragmenty. Na rufie jednak znajdowały się elementy przeznaczone pierwotnie dla Titanica a później użyte w kolejnych naprawach jego bliźniaczej jednostki.

O katastrofie powiedziano już wiele. Naukowcy i łowcy sensacji tworzą coraz to nowe wersje wydarzeń. Powyższa prezentacja jest tylko ułamkiem wiedzy na ten temat. Materiał wystarczyłby bowiem na obszerną książkę.

Autor: Wojciech Ostrowski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.